Motoryzacja, tak jak każda inna dziedzina ma swoje mity i legendy. Jeszcze nie tak całkiem dawno przekazywane były ustnie przy garażowych pogawędkach, obecnie, lotem błyskawicy zasypują fora i grupy dyskusyjne. Jedni czytając je pukają się w czoło, inni, ci mniej zaznajomieni z meandrami motoryzacji, są w stanie w nie uwierzyć. Dlatego też postanowiliśmy się z nimi rozprawić raz na zawsze.

Francuzy i Fordy najgorsze…

Jeden z najstarszych mitów, który wciąż można usłyszeć ma swoje korzenie w latach 60. Czas komunizmu w Polsce był ciężkim okresem dla motoryzacji. Na ulicach trudno było spotkać samochód inny niż z demoludów. Pojedyncze egzemplarze samochodów zachodnich budziły podziw u przechodniów i strach u wszelkiej maści mechaników. Brak części zamiennych i wiedzy jak naprawić daną usterkę często kończyły żywot danego modelu, a ludowe przesądy rosły w siłę. Najlepszym przykładem niech będzie hydropneumatyczne zawieszenie, które jest na wyposażeniu Citroena już od modelu DS. Regularna wymiana płynów i elementów eksploatacyjnych zapewnia bezproblemową jazdę. Tylko kto w tamtych czasach to wiedział i kogo było na to stać?

… a niemieckie najlepsze.

Kolejny mit rodem z PRL. Powiedzmy sobie szczerze, który kierowca w tamtych czasach, jeżdżąc Syreną, nie obejrzał się za pięknym BMW czy bogato wyposażonym Mercedesem? To właśnie w tym okresie należy szukać źródeł i fascynacji aut rodem z RFN. Kiedy w latach ‘90 upadła żelazna kurtyna, Polacy masowo jeździli do swoich sąsiadów zza Odry z zamiarem spełnienia swoich marzeń. Wtedy to nasze rodzime drogi zaczęły zapełniać się wszelkiej maści Volkswagenami, Audi i Mercedesami. Był to początek miłości, która w wielu przypadkach, szczególnie u osób, które pamiętają lata ’80, trwa do dziś. Obecnie jednak samochody niemieckie produkowane są także poza granicami kraju, z którego pochodzą, a same koncerny zaliczają takie same wpadki jakich ich konkurencja.

Dzięki benzynie premium zajadę dalej..

Wielu użytkowników polskich dróg żyje błędnym przekonaniem, że dzięki zatankowaniu 98-oktanowej benzyny do auta, które jest zestrojone pod paliwo 95-oktanowe, nasz samochód będzie mniej palił. Niestety jest to nieprawda. Jedyną różnicę jaką poczujemy, to tę w naszej kieszeni, tankując droższą benzynę.

.. a na „luzie” mniej mi spali.

Zdaniem kierowców, którzy praktykują tą metodę, widząc czerwone światło, należy wybrać bieg jałowy i spokojnie dotoczyć się do skrzyżowania. Stosowanie takiej filozofii ma nam przynieść oszczędności w spalaniu. Niestety prawda jest taka, że auto „na luzie” też spala benzynę, a jeśli dodamy do tego fakt, że w mieście trzeba co chwilę hamować, ruszać, stać w korku to ten sposób jest zupełnie nietrafiony. Dodatkowo jest to niebezpieczne, ponieważ w razie konieczności nie zdążymy na czas uciec przed niebezpieczeństwem.

„Pierwszy właściciel” – życiowa okazja.

Większość kupujących na wieść, że samochód ma pierwszego właściciela zaciera ręce myśląc, że jest to dużo bardziej okazyjna oferta niż pozostałe. Prawda jest taka, że czasy, kiedy samochód traktowany był jak członek rodziny minęły bezpowrotnie. Dziś jest to produkt jak każdy inny, nierzadko traktowany gorzej, niż te, które miały dwóch lub więcej kierowców, a taka informacja w opisie to tylko jeden z wabików, mający na celu podbić cenę sprzedaży.

Opona całoroczna Continental